Invee

coś o mnie

Koli-berek.

Ten dzień. Pamiętam jak dziś.

Był to dzień pełen rozmów, kłótni, łez oraz nie określonych potrzeb i myśli. Niekiedy wolałbym czegoś nie dosłyszeć. Niestety za późno.

Zaczęło się niewinnie. Pani w piekarni powiedziała 4,50 za dwie bułki. Cholera, nigdy nie zapłaciłem, aż tyle za dwie bułki. Noż kurwa mać! A mówią, że w nocy taniej. Przemilczałem sytuację, ale nigdy więcej nie dam się namówić na taką wycieczkę. Choćby Kaśka miała mnie nagim biustem przekonać. Chociaż tak szczerze mówiąc: dla jej nagiego torsu wróciłbym dwa razy po te bułki. Wyobraźcie sobie nieziemski biust razy dwa, do kwadratu. Wasze wyrażenie nawet w połowie nie oddaje tego co można widzieć, gdy jest w części zakryty.

Wracając na ziemie: w nocy nic ciekawego. Wleczenie się po ulicach, najebanych więcej niż trzeźwych. Kobiet mało, imprezy w kubach zdychają od braku kobiet. Tak zwana kicha. Normalnie po przełknięciu bułki chciałbym wrócić do domu, gdyby nie Grzegorz. Też sobie wymyślił wieczór na zaręczyny. Pełen wrażeń, kurwa mać. Nawet gwiazd nie widać, a on chce się przymierzać do małżeństwa. Porąbany jakiś.

Po godzinie miałem dosyć. Trudno wracam, najwyżej zobaczę ich w nieprzyzwoitej pozycji. Z drugiej czy trzeciej strony kawałek biustu Kaśki rekompensuje całokształt Grzesia, któremu daleko do ideału. Chyba warto zaryzykować. Tam myślałem, dopóki ich nie zobaczyłem. W częściach…..

Koli-berek.

– To może ja pójdę po piwko. – Rzuciłem po skończeniu ostatniego łyka kompletnie ciepłego piwa. Widziałem to spojrzenie. To był znak że Grzegorz chciał rozpocząć działania. Sygnał samca alpha. Byłem niezwykle ciekaw rezultatu tej akcji, która obmyślał praktycznie przez tydzień czasu. Rysował nawet całe zestawienia możliwości oraz plany działania na tablicy. Śmieszne to było, ale widocznie dawało mu to radość. Czasem głupio przerywać takie idotyzmy, prawda?

Tak naprawdę ostatnio kłócili się często, co kończyło się nieprzespanymi nocami z powodu niosących się fal dźwiękowych pełnych wrzasków i krzyków. Ile to się nasłuchałem kurew, chujów i całej dość rozbudowanej gromady innych przekleństw, których to chyba na budowie nie słyszeli. Kończyło się zawsze tak samo jak zaczynało: krzykami i wrzaskami tylko w innej tonacji, i w których to Kaska odgrywała główna role. Bardzo głośna zresztą.

Życie nauczyło mnie, że w tym czasie należy wyjść. Ubrałem na szybko ciepłą kurtkę. Zabrałem jeszcze zamówienie od Grześka na nocne zakupy:
– Kup pieczywo!
Gdzie ja o w nocy kupie pieczywo? – pomyślałem – Później dotarło do mnie, ze to w wolnym tłumaczeniu oznaczało idź do piekarni, która otwierają o 4 rano.

W sumie nie był to problem. Lubiłem spacery.Piekarnia była oddalona o naszego mieszkania tylko o 4 km, co w moim stanie wolny czas do świtu pol dnia drogi. Cale szczęście bylem przygotowany na ta ewentualność i kupiłem za wczas bilet na autobus, by w nim spędzić noc robiąc kolka po mieście.

Kaska rzuciła na odchodne- kup tampony, okres mam. – No to w sumie jej humorki sir same wytłumaczyły. A przy okazji otworzyły się przede mną wizje cichych nocy, za to niespokojnych dni.

No to ruszyłem.

Koli – berek.

– Pierdnąłeś!
– Nie?
– To co tak cuchnie? – Odezwała się Kaśka. W powietrzu unosił się swąd zgniłych jajek, który lekko unosząc się do góry przez następne 15 minut pozwalał delektować się tym zapachem osobom w małym pokoju – czyli naszej wspaniałej trójce. Czasem dochodzą do mnie myśli, że w sumie to nie musiał być pierd Grześka. Przed oczami mam jeszcze widok skarpetek, które jakoś magicznie pojawiły się pod kanapą, a ja niechcący je odkryłem.
– Nienawidzę Was! To przecież kpina. Ten pierdzi, ten żłopie piwsko od rana – powiedziała Kaśka.
Tak naprawdę nie wiem o co jej chodziło. Spędzałem tak każde popołudnie odkąd skończyłem magiczne lata zwane studiami. Zawsze chciałem spędzać czas ze znajomymi, których przypadkowy niezapowiedziany pierd nie irytował, a jedynie motywował do wyjścia do Żabki po kolejne piwo. Wcześniej Kaśce to nie przeszkadzało. To źle wróży naszej znajomości. Czasy się zmieniają, ale marzenia nie. Kurde, a moja pozycja w stadzie jakoś stanęła w miejscu. Ciężko realizować marzenia, skoro się ich nie ma. Ot taka głęboka refleksja po czwartym piwie przerwana myślą, że od czasów studiów nagość kobiet widziałem jedynie na klasycznych kalendarzach w warsztatach mechaników. Prawdopodobnie przyczyną tej myśli też było chwilowe poruszenie na kanapie. Kaśka wstała i odsłoniła lekko swoje wdzięki. Trzeba było przyznać, że Kaśka w sumie miała fajny biust.
– Ale przecież co mamy robić? – rzekłem. Byłem dumny że nie powiedziałem nic bardziej głupiego po pokazie wdzięków Kaśki. – Przecież do kina nie chcesz iść, bo „wszystko widziałaś”. Nam w sumie brakuje chwili by skończyć questa w grze. Daj nam skończyć, a później zrobimy co chcesz.- dodałem po krótkiej chwili i wróciłem do grania.
– Ta! – głos się lekko zmienił. Oznaczało to, że Kaśka odwróciła się do ściany. Tak mi się przynajmniej wydawało.

Po trzeciej misji już widziałem, że nasz plan wali się. Miał to być romantyczny wieczór dla Grześka. Specjalnie na ten wieczór kupił pierścionek i drogie wino by się oświadczyć. Nie znam się na tych trunkach zbyt dobrze, ale wyglądało na drogie. Zresztą z moimi zarobkami to wszystkie wina były drogie. Nie znałem się także na kobietach, ale jakoś kłóciło mi się oświadczanie na wspólnej imprezie z przyjacielem. Grzesiu jednak miał inną wizję.
– No chodź! Przytul mnie! – próbował załagodzić sytuację Grzegorz, ale pierd dalej nie chciał skończyć wydostawać z jego spodni.
– Kurwa! Śmierdzisz! Śmierdziela nie przytulę! Weź się ogarnij.
No i w sumie tak to się zaczęło. To był ten dzień, który to zwą dzień zero. Dzień, po którym Kaśka została moją żoną. Kurwa mać.

Ukryta prawda.

Stajesz się dorosły, gdy …

Jest to pytanie, które zadawałem sobie wiele razy. Chyba nawet zbyt wiele razy. Pomimo tylu lat dalej nie znam odpowiedzi. Jedynie do do mnie dotarło to fakt, że chyba nikt nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Każdy ma swoje wyobrażenia oraz teorie. Jest jak wujek dobra rada. Z perspektywy czasu jeszcze bardziej widać, że wszyscy udają. Udają, że wiedzą co należy robić, bo jak to można przyznać się do braku wiedzy? W końcu jesteśmy praktycznie dorośli, a na pewno już dawno po otrzymaniu dowodu tożsamości. Już wtedy czuliśmy się dorośli, a teraz? Coś się zmieniło?

W moim odczuciu dorosłość zaczyna się gdy stajesz przed decyzjami, które tysiące razy widziałeś w filmach, czytałeś w książkach. Widząc je wszystko było oczywiste, a krytyka sama przychodziła na usta. Jak on/ona mogła to zrobić? Ja bym to zrobił inaczej! Gdy trafiasz na analogiczną historię w twoim życiu to dopiero się zaczyna. Szybko okazuje się, że decyzje są proste, a konsekwencje bezlitosne.

To jest ten moment, w którym zaczyna się jazda bez trzymanki i gonitwa za oczekiwaniami. Mogłem mieć ładniejszą, bogatszą. Mieszkać w innym, bogatszym kraju. Mieć 6 zer. Mogłem osiągnąć więcej. Przecież stać mnie na to. Doskonale to wiem, że jestem w stanie mieć więcej. Po prostu chcę więcej, więcej i jeszcze raz więcej. Chcę mieć tysiące, miliony wszystkiego. Samochody, nowinki techniczne, całą wiedzę na temat wszystkiego. Jestem w stanie gonić ten świat, a nawet go wyprzedzić. I?

Tak zwane gówno. Okazuje, że wyłożyłem się na najprostszych sprawach, których nie było w analizach tej głupiej gonitwy. Okazuje się, że tak naprawdę nie wiem za czym gonię lub to za czym gonię to nie to czego chcę. Może chciałem, ale w sumie kilkanaście lat temu. Teraz jest to coś nieistotnego. I teraz z dorosłość wkracza do gry i przemawia do ciebie: „pamiętasz te decyzje? Czas się rozliczyć.”. A ja dalej chcę gonić, ale za czymś innym. Gdzie tu rozsądek?

Widzisz ludzi szczęśliwych i myślisz, że oni nie gonią. Oni to mają bez gonitwy, bez wysiłku. No jak? Ja gonię i nie potrafię tego osiągnąć. A obok mnie pary, którym zazdrościć zdrowia, urody, pieniędzy, czy wolnego czasu. Zazdrość bije po duszy, że to nie ja mam taką partnerkę. Serce ściska, że to nie ja jestem w tej podróży, albo że to nie ja mogę jeździć tym samochodem.

Czego nie widać? Braku znajomości, czasu, życia, nerwów, potu, wiedzy i wytrwałości. Daj Boże, bym nie marnował czasu na zazdroszczenie innym ich osiągnięć, a skupiał się na doskonaleniu siebie.

czas przełamania

Przyjdź, aby już więcej na ciebie nie czekać. Sam przyjdź, sam zrób. Co dasz od siebie, a co otrzymasz od losy i od innych ludzi? Weź w ręce swój los, prowadź go przed siebie swoja ścieżka, której cel sam ustalasz. Doskonale wiesz, że nie może ktoś inny ustalać Ci celów, do których dążysz. Ten czas przełamania przychodzi teraz, zacznij już dziś, już teraz. A teraz prześpij się i śnij o tym co chcesz mieć i osiągnąć. Spróbuj, a jutro czas działać.

barykady naszych marzeń

Chwile, które chwytają serce powstają bardzo łatwo. Budzisz się rano i stwierdzasz to jest ten moment, czas na dokonanie decyzji. Wstajesz, działasz, osiągasz. Proste jak budowa cepa, ale cholernie trudne do zauważenia, a jeszcze trudniejsze do wykonania. Mam wrażenie, że czasem zbyt ostrożnie podchodzi się do spraw ważnych, a zbyt pochopnie do tych błahych. Jednakże muszę przyznać, że całkiem niedawno dotarło do mnie, że zdecydowanie i wytrwałość to główne cechy decydujące o sukcesie. Szeroko pojętym szczęściu, które każdy z nas chce osiągnąć, ale każdy inaczej definiuje. Jednak po prostu należy działać.
Zawsze do głowy przychodzi myśl, która podważa wcześniejszą. Co jeśli? Po co? Wymówek by zaprzestać jest zawsze więcej aniżeli powodów za, a na pewno do głowy przyjdzie kolejna negatywna myśl, a następną z pewnością usłyszymy od rodziny, czy znajomych. Powodów będzie wiele: niewiedza, niezrozumienie, zawiść, własne przekonania oraz wiele, wiele innych. Wiem na pewno: słowa, ani inne sztuczne bariery nie mogą nas zatrzymać. Dlaczego więc budować barykady naszych marzeń? Na dodatek głównym ich architektem jest osoba, która jednocześnie stawia cele i marzenia? Niby prosto jest marzyć, ale dlaczego jeszcze prościej jest zbudować sobie konstrukcję własnych ograniczeń? Na dodatek czuć się w niej jak w własnym bezpiecznym rodzinnym domku? Przecież każdy z nas wie, że to bez sensu. Czemu to sami tworzymy sobie ograniczenia?
Czasem warto iść, jechać, dryfować. Ogólnie poruszać się. Góra, dół, lewo, prawo. Nieważne gdzie, ale iść w nieznane. Jeszcze lepiej ustawić żagiel na dany kierunek i po prostu się przemieszczać. Dopasowywać się do realiów i żyć. Swoim własnym czasem, szczęściem, sobą. Bez ograniczeń, bez barier, gnać przed siebie. Poczuć dziki wiatr, który z wielką uderzy, a następnie rzuci na ziemię. Zaboli, ale także jednocześnie zachęci do powstania i nauczy, że można go przechytrzyć, wykorzystać i jeszcze szybciej gnać do przodu. Nigdy nie poddać się.
Po prostu żyć.

Dzień jeden sześć jeden jeden.

Och! Znów Ty.

Codzienność. Wstajesz rano,a następnie śniadanie, obowiązki, sen. Obcinanie paznokci, wyrzucanie śmieci, ścielenie łóżka.
Podejmuje się wyzwania, ale czy to jest celem dnia? Decyzje, problemy i rozterki, które towarzyszą nam codziennie.

Wydaje mi się, że już kontrakt na mnie dziś wygasł, ale gdy patrze na zegarek widzę że dziś się dopiero zaczyna.

Czas na mnie.

Przyszło, ale kiedy? Był błysk jak grom z nieba. Czy to ten moment, żeby wyjść po angielsku? Czy może poczekać jeszcze trochę, aż skończy się ten cykl rytuału? Czy nie będzie za późno?

Och! To Wy! Znam Was. Byliśmy tu i tam czasem razem. W sumie większość czasu byliśmy osobno, ale nawet ja muszę powiedzieć, że z żadnym z Was nigdy nie byłem razem. Żałuję tego, może w innej iteracji tego świata. Pewnie nawet nie dowiecie się jak zazdroszczę Wam. Cieszę się tym co stworzyliście. Zazdroszczę Wam!

Później pustka, czy nicość codzienności? Czy wolność utworzona przez swój własny wybór, czy narzucona przepowiednia przeznaczenia?

Może w przyszłości zrozumiem. Oby!

to.

Dzielić się czy brać? Czytać czy pisać?
Najlepiej wszystko, ale gdzie tutaj znaleźć na to czas?

pamięć rzeczywistości ogranicza wodze anomalii dając źródło!

bądź przy mnie gdy Ciebie potrzebuję,
bądź przy mnie gdy o Ciebie wołam,
bądź przy mnie podczas szczęścia jak i smutku,
bądź przy mnie gdy walczę o siebie,
bądź przy mnie gdy dziękuję Ci za to co mi dajesz,
bądz przy mnie podczas delektowania się nowym doznaniem,
bądź przy mnie gdy ciepło ucieka z uczuć,
bądź przy mnie gdy ciemność ogarnia mój umysł,
bądź przy mnie podczas nocy i dnia,
bądź przy mnie … zawsze.