Invee

coś o mnie

Dzień jeden sześć jeden jeden.

Och! Znów Ty.

Codzienność. Wstajesz rano,a następnie śniadanie, obowiązki, sen. Obcinanie paznokci, wyrzucanie śmieci, ścielenie łóżka.
Podejmuje się wyzwania, ale czy to jest celem dnia? Decyzje, problemy i rozterki, które towarzyszą nam codziennie.

Wydaje mi się, że już kontrakt na mnie dziś wygasł, ale gdy patrze na zegarek widzę że dziś się dopiero zaczyna.

Czas na mnie.

Przyszło, ale kiedy? Był błysk jak grom z nieba. Czy to ten moment, żeby wyjść po angielsku? Czy może poczekać jeszcze trochę, aż skończy się ten cykl rytuału? Czy nie będzie za późno?

Och! To Wy! Znam Was. Byliśmy tu i tam czasem razem. W sumie większość czasu byliśmy osobno, ale nawet ja muszę powiedzieć, że z żadnym z Was nigdy nie byłem razem. Żałuję tego, może w innej iteracji tego świata. Pewnie nawet nie dowiecie się jak zazdroszczę Wam. Cieszę się tym co stworzyliście. Zazdroszczę Wam!

Później pustka, czy nicość codzienności? Czy wolność utworzona przez swój własny wybór, czy narzucona przepowiednia przeznaczenia?

Może w przyszłości zrozumiem. Oby!

to.

Dzielić się czy brać? Czytać czy pisać?
Najlepiej wszystko, ale gdzie tutaj znaleźć na to czas?

pamięć rzeczywistości ogranicza wodze anomalii dając źródło!

bądź przy mnie gdy Ciebie potrzebuję,
bądź przy mnie gdy o Ciebie wołam,
bądź przy mnie podczas szczęścia jak i smutku,
bądź przy mnie gdy walczę o siebie,
bądź przy mnie gdy dziękuję Ci za to co mi dajesz,
bądz przy mnie podczas delektowania się nowym doznaniem,
bądź przy mnie gdy ciepło ucieka z uczuć,
bądź przy mnie gdy ciemność ogarnia mój umysł,
bądź przy mnie podczas nocy i dnia,
bądź przy mnie … zawsze.

kontakt.

To czasem magiczne miejsce ta Ziemia. Cały czas musisz walczyć z grawitacją, oddychasz powietrzem, którego dookoła pełno, a na dodatek czasem zdarza Ci się powiedzieć słowo czy dwa za dużo. Coś jakby wewnątrz Ci mówi masz iść do przodu, walczyć z przeciwnościami, a niekiedy popełnić jedno, czy dwa głupstwa by się opamiętać i spojrzeć na miejsce, w którym się akurat znalazło.

Chodzi się tutaj jakby z prądem, którego nie można przewidzieć. Starasz się iść w jednym kierunku, ale dodatkowe niewidzialne siły działają. Opętany nieświadomością tych mocy podejmujesz według Ciebie racjonalne kroki, by osiągnąć swój cel. Który jest na końcu trochę inny od założonego. Musisz wiec robić to małymi kroczkami i ciągle, bo inaczej odpływasz siną w dal.

Czasem skaczesz pomiędzy światami, które mają inne wibracje i fale. Czasem powietrze inaczej smakuje, a grawitacja trochę inna – ciężka i bardziej mokra. Czas wtedy też inaczej się zachowuje, ale nie można tego zauważyć, bo przecież myślisz, że tak było zawsze. Jednak nie.

Czasem magiczny dźwięk słowika brzmi trochę bardziej ciekawie i jakby częściej występuje w przyrodzie. Czasem niektóre rzeczy dzieją się częściej, a drugie jakby uciekały od twojego przeznaczenia. Czasem czujesz się bardziej zmęczony, a czasem wręcz odwrotnie tryskasz energią.

Jak opanować sztukę określania w którym stanie się znajdujemy? A jaka jest technika przeskakiwania pomiędzy światami.

Jestem rzeką.

To ja. Rzeka, mnogość rozmyśleń, siła i potęga.

Czy wiesz jak mnie powstrzymać, jak mnie zawrócić? Jak zmienić przeznaczenie, które mi dano? To ja Rzeka. Wolno płynę przed siebie, jestem silna oraz pewna, że nic mnie nie potrzyma. Płynę w dół, ku celowi! Dążyć do niego chcę i wierzę, że w końcu tam dopłynę.

Szum morza, wzburzone fale i Ja. Wpływam powoli ze wszystkimi swoimi przeciwnikami, którzy stanęli mi na drodze. Są jak brud konieczny, jak muł zebrany po drodze, jak polegli na wielkich bitwach. Nikt się z nimi teraz nie liczy, przegrali! Przeliczyli się, bo to Ja – wielka siła dążenia do celu. To ja potęga wolnej, silnej wody!

Dalej chcesz być na mojej drodze? Nie powstrzymasz mnie, doskonale to wiesz. Ja znam swój cel, a Ty? Kimkolwiek jesteś zastanów się, czy naprawdę warto!

Bo to ja. Rzeka, mnogość rozmyśleń, siła i potęga.
A moja wiara mówi mi że nic mnie nie powtrzyma!

Ponoć (Nie)Szczęście jest (nie)daleko. (nie)potrzebne skreślić.

Jest bardzo brzydki. Okropnie nienawidzi swojej postaci i najchętniej porzuciłby tę niewdzięczną, przeklętą formę na rzecz innego wcielenia. Zazwyczaj siedzi na niewielkim krześle, ze skulonymi nogami, dość niezgrabnie w bardzo powyginanej pozie. Ciężko go zauważyć, ale jak przypatrzysz się to zobaczysz chudą linię jego obrysu, konturu zakreślającą mocno przeźroczystą płaszczyznę jego postury. Stał się taki, bo nienawidził jeść i dlatego, że postawił sobie cel. Doskonale wie, że ma na świecie niedokończone przeznaczenie, które musi się odbyć.

Wyróżniają go za to paskudne i nijakie oczy. Większość czasu zasłonięte niesamowicie brudną opaską. Od czasu do czasu musi spojrzeć na świat, ściąga kawałek szarej szatki i wtedy pewien delikatny szczegół przez ułamek sekundy zdradza, że te tragicznie odrażające oczy próbują coś tuszować. Fakt praktycznie perfekcyjnie schowany przed osobami, które choć raz głęboko nie spojrzały w tę nieskończoną skrytkę. Wprawne oko zauważy tę rzecz: opowieść czym i kim jest (Nie)Szczęście.

Tak naprawdę Szczęście kocha się bez umiaru, kocha się codziennie. Nie może sobie przypomnieć skąd takie uczycie, więc mówi: „to po prostu się stało”. Kocha się w bliskiej osobie tak zwyczajnie, na zabój. Brakuje mu tylko odwagi by przyjść do wybranki za dnia. Bardziej lubi pojawiać się w nocy pod płaszczem zamkniętych powiek, wtedy go za bardzo nie widać. Wielkie oczy, które w świetle księżyca nabierają zielonkawego koloru. Idzie wtedy bez płaszczyka ukrycia, wygląda przez to trochę przystojniej no i zdecydowanie grubiej.
Szczęście śmiało pokazuje się w snach. Uwielbia to, tam może stać się tym kim zawsze chciał być, co też jest pośrednio przyczyną dlaczego tak trudno jest wstać rano. Czasem też nieśmiało próbuje pomagać w życiu. Jednak wtedy jest on na tyle dyskretny, że robi to tak by go przypadkiem nie zauważyć. Czasem płacze, że za nim nie wołasz. Czasem krzyczy, ale dość cicho, bo boi się że go usłyszysz.

Nieszczęście natomiast siedzi i obserwuje. W jego otoczeniu nie ma żadnego lustra, a gdy pada deszcz ubiera swoją brudną, szarą chustę by przypadkiem nie zobaczyć jakiegokolwiek odbicia w kałuży. Kocha i zarazem nienawidzi, zarówno tę osobę i te uczucia. Czasem przychodzi dyskretnie schowany w wielką chmurę czarnych myśli, która raz na jakiś czas wyśle w powietrze mały żółty, ale groźny piorun.
Patrzy wtedy na osobę. Długo. W nocy sprowadza tragiczne koszmary. Bez większej przyczyny, tylko za sam fakt uczucia, którego nie umie zrozumieć. Gdy jest obok w snach słyszeć raz na jakiś czas trzask pioruna. A gdy już zobaczy, że sen męczy dorzuca kilka problemów na jutro i najbliższe dni i chowa się jak najszybciej do swojej normalnej kryjówki.

Dzieło idealnie nieskończone.

Zaczynasz coś robić, ale coś przeszkadza. Czy to zapach z kuchni świeżo upolowanego kurczaka z supermarketu, czy też nowy odcinek ulubionego serialu. Zawsze coś, zawsze coś co jest ważniejsze i cenniejsze od wartości uznanych przez Ciebie za ważne.

Ale co tak naprawdę jest ważne? Dzieło czy sam fakt ukończenia go?

A czy kiedyś ktoś określił co znaczy ukończenie zadania? Czy to oznacza dużo pracy, a może po prostu koniec wysiłków? Czy to jest równoznaczne by wyznaczyć nowe zadania, nowe cele? A może trzeba wtedy upiększać historię?

Czy chce publikować ten post? Wiele poprzednich poległo w czeluściach: wiersz, list i książka. Czekają one na te ważniejsze chwile i potrzeby. Czy powstaną? Kto to wie, bo pewnie nawet jakbym je zaplanował nie byłbym w stanie ich napisać, bo jak idealnie skończyć dzieło idealnie nieskończone?

A gdzie to

Szczyty i doliny.

Gdy idziesz pod wiatr zamykasz oczy, mrużysz je. Widzisz tylko to co próbuje Cię zatrzymać, tylko te rzeczy, które mają Cię powstrzymać. Klniesz na rzeczy, które lecą prosto w twarz, które kaleczą ciało. Ledwo co widzisz, ale idziesz. Chcesz przestać, gdy pod nogami znajduje się kolejna kłoda rzucona przez wiatr, gdy kolejna przepaść wymaga energii i wymyślnych sposobów na jej przekroczenie. Pamiętaj, że zawsze cel jest jeden: starasz się zajść dalej, osiągnąć więcej oraz chcesz więcej pomimo wszystkich przeciwności. Tylko Ty zajedziesz dalej.

Nie zapominaj ile już masz, ile już osiągnąłeś, ile przeżyłeś. Czy umiesz określić ile to sił kosztowało? Czy chcesz iść po prostej łatwej ścieżce? Czy warto tak łatwo rezygnować z tego co się już wypracowało? Czy chcesz zaczynać wszystko od nowa? Co z tym co miałeś osiągnąć?

To teraz twoja decyzja. To walka o Twój stan, twoje życie. Przecież walczysz o to co inni ludzie oraz całe otoczenie w okół Ciebie chce Ci zabrać. Czy się na to godzisz czy nie musisz walczyć, aby nie stracić tego co wypracowałeś. Kolejna kłoda, która będzie pod nogami będzie mniejsza oraz łatwiejsza do pokonania niżeli ta poprzednia. Na kolejną złą pogodę będziesz lepiej przygotowany o doświadczenie. To twój sprzęt, który ułatwi Ci wspinaczkę na szczyt. Szczyt, do którego droga maleje w z czasem. Musisz tylko w tym kierunku iść.

Czy na pewno wiesz gdzie on jest? Czy na pewno chcesz tam wejść? Zejście może być trudne, a kolejny szczyt już nieosiągalny. Wybieraj mądrze. Musisz także pamiętać, że szczyt zabiera perspektywę. Opisz jak wiele trudu trzeba było włożyć by na nim być. Ile teraz masz, a ile miałeś wczśniej. Ciesz się widokami, które teraz widzisz. Może być tylko trudniej. Musisz mieć świadomość: walka trwa, a kolejne szczyty czekają na zdobycie.

KO&trust.

Podejdź tam. Czy widzisz te drgania powietrza, które można usłyszeć jako kilka cennych słów? Czy te ciche, delikatne ruchy nie powodują u Ciebie mocnych emocji? Czy na pewno nie chcesz ich usłyszeć?

Tam. Tam są drzwi, niebieskie, drewniane i dość już stare. Mocno już zniszczone przez lata, obdarte z farby przez upływ czasu, ale ciągle sprawne i działające. Czekają cierpliwie ze złotą klamką w sobie. Czekają po prostu na kogoś kto rozłączy je od ościeżnicy. Czekają by wydać ten dźwięk starych drzwi, który aż przeszywa ciało. Chcą w końcu okazać to co za sobą kryją.

Wędrowcze, gdzie się podziałeś. Zobacz ile czasu minęło od naszego spotkania pod drzewem, pod którym zaczęliśmy rozmawiać. Zobacz jak się zmieniłeś, a gdzie Twoja ścieżka Cię skierowała. Czy przeszedłeś przez te drzwi? A może dryfowałeś? Czy nie pora zastanowić się nad słusznością tego zawieszenia w przestrzeni?