Invee

coś o mnie

Koli – berek.

– Pierdnąłeś!
– Nie?
– To co tak cuchnie? – Odezwała się Kaśka. W powietrzu unosił się swąd zgniłych jajek, który lekko unosząc się do góry przez następne 15 minut pozwalał delektować się tym zapachem osobom w małym pokoju – czyli naszej wspaniałej trójce. Czasem dochodzą do mnie myśli, że w sumie to nie musiał być pierd Grześka. Przed oczami mam jeszcze widok skarpetek, które jakoś magicznie pojawiły się pod kanapą, a ja niechcący je odkryłem.
– Nienawidzę Was! To przecież kpina. Ten pierdzi, ten żłopie piwsko od rana – powiedziała Kaśka.
Tak naprawdę nie wiem o co jej chodziło. Spędzałem tak każde popołudnie odkąd skończyłem magiczne lata zwane studiami. Zawsze chciałem spędzać czas ze znajomymi, których przypadkowy niezapowiedziany pierd nie irytował, a jedynie motywował do wyjścia do Żabki po kolejne piwo. Wcześniej Kaśce to nie przeszkadzało. To źle wróży naszej znajomości. Czasy się zmieniają, ale marzenia nie. Kurde, a moja pozycja w stadzie jakoś stanęła w miejscu. Ciężko realizować marzenia, skoro się ich nie ma. Ot taka głęboka refleksja po czwartym piwie przerwana myślą, że od czasów studiów nagość kobiet widziałem jedynie na klasycznych kalendarzach w warsztatach mechaników. Prawdopodobnie przyczyną tej myśli też było chwilowe poruszenie na kanapie. Kaśka wstała i odsłoniła lekko swoje wdzięki. Trzeba było przyznać, że Kaśka w sumie miała fajny biust.
– Ale przecież co mamy robić? – rzekłem. Byłem dumny że nie powiedziałem nic bardziej głupiego po pokazie wdzięków Kaśki. – Przecież do kina nie chcesz iść, bo „wszystko widziałaś”. Nam w sumie brakuje chwili by skończyć questa w grze. Daj nam skończyć, a później zrobimy co chcesz.- dodałem po krótkiej chwili i wróciłem do grania.
– Ta! – głos się lekko zmienił. Oznaczało to, że Kaśka odwróciła się do ściany. Tak mi się przynajmniej wydawało.

Po trzeciej misji już widziałem, że nasz plan wali się. Miał to być romantyczny wieczór dla Grześka. Specjalnie na ten wieczór kupił pierścionek i drogie wino by się oświadczyć. Nie znam się na tych trunkach zbyt dobrze, ale wyglądało na drogie. Zresztą z moimi zarobkami to wszystkie wina były drogie. Nie znałem się także na kobietach, ale jakoś kłóciło mi się oświadczanie na wspólnej imprezie z przyjacielem. Grzesiu jednak miał inną wizję.
– No chodź! Przytul mnie! – próbował załagodzić sytuację Grzegorz, ale pierd dalej nie chciał skończyć wydostawać z jego spodni.
– Kurwa! Śmierdzisz! Śmierdziela nie przytulę! Weź się ogarnij.
No i w sumie tak to się zaczęło. To był ten dzień, który to zwą dzień zero. Dzień, po którym Kaśka została moją żoną. Kurwa mać.

Ukryta prawda.

Stajesz się dorosły, gdy …

Jest to pytanie, które zadawałem sobie wiele razy. Chyba nawet zbyt wiele razy. Pomimo tylu lat dalej nie znam odpowiedzi. Jedynie do do mnie dotarło to fakt, że chyba nikt nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Każdy ma swoje wyobrażenia oraz teorie. Jest jak wujek dobra rada. Z perspektywy czasu jeszcze bardziej widać, że wszyscy udają. Udają, że wiedzą co należy robić, bo jak to można przyznać się do braku wiedzy? W końcu jesteśmy praktycznie dorośli, a na pewno już dawno po otrzymaniu dowodu tożsamości. Już wtedy czuliśmy się dorośli, a teraz? Coś się zmieniło?

W moim odczuciu dorosłość zaczyna się gdy stajesz przed decyzjami, które tysiące razy widziałeś w filmach, czytałeś w książkach. Widząc je wszystko było oczywiste, a krytyka sama przychodziła na usta. Jak on/ona mogła to zrobić? Ja bym to zrobił inaczej! Gdy trafiasz na analogiczną historię w twoim życiu to dopiero się zaczyna. Szybko okazuje się, że decyzje są proste, a konsekwencje bezlitosne.

To jest ten moment, w którym zaczyna się jazda bez trzymanki i gonitwa za oczekiwaniami. Mogłem mieć ładniejszą, bogatszą. Mieszkać w innym, bogatszym kraju. Mieć 6 zer. Mogłem osiągnąć więcej. Przecież stać mnie na to. Doskonale to wiem, że jestem w stanie mieć więcej. Po prostu chcę więcej, więcej i jeszcze raz więcej. Chcę mieć tysiące, miliony wszystkiego. Samochody, nowinki techniczne, całą wiedzę na temat wszystkiego. Jestem w stanie gonić ten świat, a nawet go wyprzedzić. I?

Tak zwane gówno. Okazuje, że wyłożyłem się na najprostszych sprawach, których nie było w analizach tej głupiej gonitwy. Okazuje się, że tak naprawdę nie wiem za czym gonię lub to za czym gonię to nie to czego chcę. Może chciałem, ale w sumie kilkanaście lat temu. Teraz jest to coś nieistotnego. I teraz z dorosłość wkracza do gry i przemawia do ciebie: „pamiętasz te decyzje? Czas się rozliczyć.”. A ja dalej chcę gonić, ale za czymś innym. Gdzie tu rozsądek?

Widzisz ludzi szczęśliwych i myślisz, że oni nie gonią. Oni to mają bez gonitwy, bez wysiłku. No jak? Ja gonię i nie potrafię tego osiągnąć. A obok mnie pary, którym zazdrościć zdrowia, urody, pieniędzy, czy wolnego czasu. Zazdrość bije po duszy, że to nie ja mam taką partnerkę. Serce ściska, że to nie ja jestem w tej podróży, albo że to nie ja mogę jeździć tym samochodem.

Czego nie widać? Braku znajomości, czasu, życia, nerwów, potu, wiedzy i wytrwałości. Daj Boże, bym nie marnował czasu na zazdroszczenie innym ich osiągnięć, a skupiał się na doskonaleniu siebie.

czas przełamania

Przyjdź, aby już więcej na ciebie nie czekać. Sam przyjdź, sam zrób. Co dasz od siebie, a co otrzymasz od losy i od innych ludzi? Weź w ręce swój los, prowadź go przed siebie swoja ścieżka, której cel sam ustalasz. Doskonale wiesz, że nie może ktoś inny ustalać Ci celów, do których dążysz. Ten czas przełamania przychodzi teraz, zacznij już dziś, już teraz. A teraz prześpij się i śnij o tym co chcesz mieć i osiągnąć. Spróbuj, a jutro czas działać.

barykady naszych marzeń

Chwile, które chwytają serce powstają bardzo łatwo. Budzisz się rano i stwierdzasz to jest ten moment, czas na dokonanie decyzji. Wstajesz, działasz, osiągasz. Proste jak budowa cepa, ale cholernie trudne do zauważenia, a jeszcze trudniejsze do wykonania. Mam wrażenie, że czasem zbyt ostrożnie podchodzi się do spraw ważnych, a zbyt pochopnie do tych błahych. Jednakże muszę przyznać, że całkiem niedawno dotarło do mnie, że zdecydowanie i wytrwałość to główne cechy decydujące o sukcesie. Szeroko pojętym szczęściu, które każdy z nas chce osiągnąć, ale każdy inaczej definiuje. Jednak po prostu należy działać.
Zawsze do głowy przychodzi myśl, która podważa wcześniejszą. Co jeśli? Po co? Wymówek by zaprzestać jest zawsze więcej aniżeli powodów za, a na pewno do głowy przyjdzie kolejna negatywna myśl, a następną z pewnością usłyszymy od rodziny, czy znajomych. Powodów będzie wiele: niewiedza, niezrozumienie, zawiść, własne przekonania oraz wiele, wiele innych. Wiem na pewno: słowa, ani inne sztuczne bariery nie mogą nas zatrzymać. Dlaczego więc budować barykady naszych marzeń? Na dodatek głównym ich architektem jest osoba, która jednocześnie stawia cele i marzenia? Niby prosto jest marzyć, ale dlaczego jeszcze prościej jest zbudować sobie konstrukcję własnych ograniczeń? Na dodatek czuć się w niej jak w własnym bezpiecznym rodzinnym domku? Przecież każdy z nas wie, że to bez sensu. Czemu to sami tworzymy sobie ograniczenia?
Czasem warto iść, jechać, dryfować. Ogólnie poruszać się. Góra, dół, lewo, prawo. Nieważne gdzie, ale iść w nieznane. Jeszcze lepiej ustawić żagiel na dany kierunek i po prostu się przemieszczać. Dopasowywać się do realiów i żyć. Swoim własnym czasem, szczęściem, sobą. Bez ograniczeń, bez barier, gnać przed siebie. Poczuć dziki wiatr, który z wielką uderzy, a następnie rzuci na ziemię. Zaboli, ale także jednocześnie zachęci do powstania i nauczy, że można go przechytrzyć, wykorzystać i jeszcze szybciej gnać do przodu. Nigdy nie poddać się.
Po prostu żyć.

Dzień jeden sześć jeden jeden.

Och! Znów Ty.

Codzienność. Wstajesz rano,a następnie śniadanie, obowiązki, sen. Obcinanie paznokci, wyrzucanie śmieci, ścielenie łóżka.
Podejmuje się wyzwania, ale czy to jest celem dnia? Decyzje, problemy i rozterki, które towarzyszą nam codziennie.

Wydaje mi się, że już kontrakt na mnie dziś wygasł, ale gdy patrze na zegarek widzę że dziś się dopiero zaczyna.

Czas na mnie.

Przyszło, ale kiedy? Był błysk jak grom z nieba. Czy to ten moment, żeby wyjść po angielsku? Czy może poczekać jeszcze trochę, aż skończy się ten cykl rytuału? Czy nie będzie za późno?

Och! To Wy! Znam Was. Byliśmy tu i tam czasem razem. W sumie większość czasu byliśmy osobno, ale nawet ja muszę powiedzieć, że z żadnym z Was nigdy nie byłem razem. Żałuję tego, może w innej iteracji tego świata. Pewnie nawet nie dowiecie się jak zazdroszczę Wam. Cieszę się tym co stworzyliście. Zazdroszczę Wam!

Później pustka, czy nicość codzienności? Czy wolność utworzona przez swój własny wybór, czy narzucona przepowiednia przeznaczenia?

Może w przyszłości zrozumiem. Oby!

to.

Dzielić się czy brać? Czytać czy pisać?
Najlepiej wszystko, ale gdzie tutaj znaleźć na to czas?

pamięć rzeczywistości ogranicza wodze anomalii dając źródło!

bądź przy mnie gdy Ciebie potrzebuję,
bądź przy mnie gdy o Ciebie wołam,
bądź przy mnie podczas szczęścia jak i smutku,
bądź przy mnie gdy walczę o siebie,
bądź przy mnie gdy dziękuję Ci za to co mi dajesz,
bądz przy mnie podczas delektowania się nowym doznaniem,
bądź przy mnie gdy ciepło ucieka z uczuć,
bądź przy mnie gdy ciemność ogarnia mój umysł,
bądź przy mnie podczas nocy i dnia,
bądź przy mnie … zawsze.

kontakt.

To czasem magiczne miejsce ta Ziemia. Cały czas musisz walczyć z grawitacją, oddychasz powietrzem, którego dookoła pełno, a na dodatek czasem zdarza Ci się powiedzieć słowo czy dwa za dużo. Coś jakby wewnątrz Ci mówi masz iść do przodu, walczyć z przeciwnościami, a niekiedy popełnić jedno, czy dwa głupstwa by się opamiętać i spojrzeć na miejsce, w którym się akurat znalazło.

Chodzi się tutaj jakby z prądem, którego nie można przewidzieć. Starasz się iść w jednym kierunku, ale dodatkowe niewidzialne siły działają. Opętany nieświadomością tych mocy podejmujesz według Ciebie racjonalne kroki, by osiągnąć swój cel. Który jest na końcu trochę inny od założonego. Musisz wiec robić to małymi kroczkami i ciągle, bo inaczej odpływasz siną w dal.

Czasem skaczesz pomiędzy światami, które mają inne wibracje i fale. Czasem powietrze inaczej smakuje, a grawitacja trochę inna – ciężka i bardziej mokra. Czas wtedy też inaczej się zachowuje, ale nie można tego zauważyć, bo przecież myślisz, że tak było zawsze. Jednak nie.

Czasem magiczny dźwięk słowika brzmi trochę bardziej ciekawie i jakby częściej występuje w przyrodzie. Czasem niektóre rzeczy dzieją się częściej, a drugie jakby uciekały od twojego przeznaczenia. Czasem czujesz się bardziej zmęczony, a czasem wręcz odwrotnie tryskasz energią.

Jak opanować sztukę określania w którym stanie się znajdujemy? A jaka jest technika przeskakiwania pomiędzy światami.

Jestem rzeką.

To ja. Rzeka, mnogość rozmyśleń, siła i potęga.

Czy wiesz jak mnie powstrzymać, jak mnie zawrócić? Jak zmienić przeznaczenie, które mi dano? To ja Rzeka. Wolno płynę przed siebie, jestem silna oraz pewna, że nic mnie nie potrzyma. Płynę w dół, ku celowi! Dążyć do niego chcę i wierzę, że w końcu tam dopłynę.

Szum morza, wzburzone fale i Ja. Wpływam powoli ze wszystkimi swoimi przeciwnikami, którzy stanęli mi na drodze. Są jak brud konieczny, jak muł zebrany po drodze, jak polegli na wielkich bitwach. Nikt się z nimi teraz nie liczy, przegrali! Przeliczyli się, bo to Ja – wielka siła dążenia do celu. To ja potęga wolnej, silnej wody!

Dalej chcesz być na mojej drodze? Nie powstrzymasz mnie, doskonale to wiesz. Ja znam swój cel, a Ty? Kimkolwiek jesteś zastanów się, czy naprawdę warto!

Bo to ja. Rzeka, mnogość rozmyśleń, siła i potęga.
A moja wiara mówi mi że nic mnie nie powtrzyma!